


W związku ze zmianą ustawy, która mówi o nowej organizacji prywatnych muzeum z mapy atrakcji turystycznych Śląska już od dnia 1 stycznia 2010 roku zniknie znajdujące się w Katowicach „Muzeum Hansa Klossa".
Ja wiem. Nastawione na zysk. Komercyjne. Być może i za drogie (choć bilety do innych miejsc kosztują wcale nie taniej). Zostało założone przez Pana Piotra Owcarza, aby przynieść konkretne korzyści marketingowe jego firmie i osobie szefa. Bez wątpienia przyniosło. Bywali w nim aktorzy grający przed laty pierwsze role w serialu „Stawka większa niż życie". Bywali nie za darmo. Na każdym kroku pieniądze i pieniądze...
Ale z drugiej strony wchodząc do hollu czuje się dreszczyk emocji, widząc wybrukowaną ulicę i niemiecki punkt kontrolny z charakterystycznym szlabanem. Kiedy już kupi się bilety, wchodzi się w zupełnie inny świat. Schodząc po schodkach do kolejnego pomieszczenia jest się pod czułym okiem niemieckiego MG 42. Można skorzystać z toalet, do których bronią dostępu drzwi pancerne z napisami „Damen" lub „Herren". Kolejny krok i... wchodzi się do serialowej „Cafe Ingrid". W tle rozbrzmiewa muzyka z serialu, pod ścianami stoją stare kawiarniane eksponaty, lada kusi swoją różnorodnością, a barmanka (ubrana w strój z epoki) chętnie poda zimne piwko. Kiedy już nasycimy swoje oczy wyglądem kafejki z lat 40-tych wchodzimy do kolejnego pomieszczenia, gdzie spotkamy samego Klossa i Brunnera. Oczywiście Brunner mierzy do Klossa ze swojego Parabellum (scena z jednego z odcinków), ale ten dumnie patrzy mu w oczy. Naturalnej wielkości figury naprawdę robią wrażenie. Wydaje się, że Hauptmann Kloss zaraz przemówi „Brunner, ty świnio!" (słowa, które tak naprawdę nigdy nie padły w serialu), ale figury stoją nieporuszone. Kolejne pomieszczenie - Kloss uciekający na motocyklu na tle podwórza małego domku - kolejna scena filmowa. W ukrytym pomieszczeniu niemiecki żołnierz (jego twarz to Piotr Owcarz, twórca muzeum) wśród niemieckich mundurów i broni. Idąc dalej możemy podziwiać kamerę filmową, której używano w czasach, gdy serial był kręcony. No i ostatnie pomieszczenie, w którym znajdziemy wielki ekran (wyświetla się na nim scenę z serialu), gabloty z różnymi pamiątkami, gipsowe odlewy twarzy Klossa i Bunnera i wiele innych eksponatów.
Ktoś powie - komercja. I będzie miał rację. Ale przechadzając się po kolejnych pomieszczeniach muzeum można podziwiać wiele sztuk oryginalnej broni. Kawał militarnej historii. Można dowiedzieć się wiele rzeczy o drugowojennym uzbrojeniu. Kolejny kawał historii. W następnych galotach można podziwiać wiele oryginalnych eksponatów, których na co dzień nie można tak łatwo zobaczyć. Dokumenty, mapy, kolekcja niemieckich odznaczeń, oryginalny niemiecki mundur, szafka ze sprzętem do pierwszej pomocy. Wszystko to można sobie bardzo dokładnie obejrzeć. Kawał wiedzy o II wojnie światowej. Ściany są ozdobione scenami z serialu, ale pokazanymi od strony jego twórców. Zobaczycie więc zdjęcia, których gdzie indziej nie ma okazji zobaczyć. Poznacie współtwórców serialu, o których już nikt nie pamiętał. Dowiecie się wielu rzeczy o „Stawce większej niż życie", których gdzie indziej nie mielibyście okazji się dowiedzieć. Pytam, co w tym złego? Jeszcze coś. Przy muzeum funkcjonowała grupa miłośników serialu. Dla nich postacie Klossa i Brunnera stały się życiową pasją. Tak się poznali. Doskonale to rozumiem, bo nasze Stowarzyszenie powstało w identyczny sposób. Teraz stracili swoje miejsce. Dodam jeszcze, że całe muzeum urządzone jest z prawdziwym (może i nieco nadętym), ale komiksowym smakiem. No i ten sklepik sprzedający kubki, koszulki, zapałki, smycze, karteczki i wiele innych gadżetów z wizerunkiem Klossa czy Brunnera. Trudno opuścić to muzeum nie kupując sobie czegoś na pamiątkę.
Należy więc użyć czasu przeszłego. Byłem, widziałem, ale już go nie będzie. Trochę mi było smutno, gdy wracałem z moim synem i jego kolegą zachwyconymi muzeum, mijając po drodze wielkie banery kolejnych agencji towarzyskich. One nikomu nie przeszkadzają. A Kloss podobno tak...
Właściwie nieistniejące już muzeum Hansa Klossa w galerii.
Tekst: Dariusz Pietrucha. Fotografie autora.